~Amy
Opowiadania yaoi.
Blog w pełni poświęcony opowiadaniom yaoi. :3
środa, 29 maja 2013
Never "Happy End"
No hej! Sorka, że mam tak spore odstępy w dodawaniu rozdziałów, ale teraz założyłam nowego bloga i piszę jeszcze kilka opowiadań naraz, więc trochę nie wyrabiam :) No, ale macie: oto kolejny rozdział :D
ps. jeżeli jeszcze tego nie zauważyliście, to wam podpowiem: nie trzymam się za bardzo faktów. W mojej Karolinie Południowej listopad to miesiąc deszczowy ( może i tak naprawdę jest xd) a w grudniu nie ma śniegu ^^ Wszystko co znajduje się w tym opowiadanku jest raczej zmyślone, no może oprócz tego stanu xd Nom, to tylko tyle chciałam dodać <3
*****************************************************************************
ps. jeżeli jeszcze tego nie zauważyliście, to wam podpowiem: nie trzymam się za bardzo faktów. W mojej Karolinie Południowej listopad to miesiąc deszczowy ( może i tak naprawdę jest xd) a w grudniu nie ma śniegu ^^ Wszystko co znajduje się w tym opowiadanku jest raczej zmyślone, no może oprócz tego stanu xd Nom, to tylko tyle chciałam dodać <3
*****************************************************************************
Rozdział 6
Kolejne dni były naprawdę pogodne. Daniel powoli zaczął dochodzić do siebie. A fakt, ze miał teraz wsparcie, dodawał mu w pewnym sensie sił.
Chłopak spojrzał na ekran telefonu. Za pół godziny miał się spotkać w parku z przyjaciółmi. Postanowił, że do tego czasu sobie pospaceruje po parkowych alejach. Obserwował pary również spacerujące, spędzające ze sobą czas. Wdychał głęboko zapach świeżego powietrza zabarwiony kwiatami bzu. Wszystko było piękne jak w bajce. Chodząc sobie tak po dróżkach blondyn wspominał wydarzenia z ostatniego miesiąca. Sporo się pozmieniało, i to pozmieniało na lepsze. A przynajmniej on tak uważał. I jeszcze ten Sebastian... Chłopak sam nie wiedział dlaczego, ale ostatnio coraz częściej o nim myślał. Fakt ten był co najmniej zastanawiający. Rozmyślanie Daniela przerwał głośny śmiech dobiegający z oddali. Blondyn odwrócił się i spojrzał w stronę rozchichotanej Juvi. Dziewczyna wyglądała o wiele lepiej, niż wcześniej, policzki miała nieco zaróżowione a oczy jej błyszczały. Chłopak pomyślał o tym, jak wyglądała tuż po tym, jak zerwał z nią chłopak i aż się skrzywił na to wspomnienie.
Obok Juvi szła także szeroko uśmiechnięta Maxine. Swoje długie, zielone włosy zebrała w koński ogon i spięła na czubku głowy. Nawet on musiał przyznać, że w takiej fryzurze dziewczyna wyglądała co najmniej uroczo.
- Co tam, dziewczęta?- przemówił szarmanckim głosem i także się uśmiechnął.
Max od razu rozbłysły oczy na dźwięk jego głosu, ale chłopak postanowił to zignorować.
- A nic, nic, tak sobie wspominamy ( kolejna fala śmiechu). Sebastiana jeszcze nie ma?
- Nie, chyba jeszcze nie przyszedł. A w ogóle po co mieliśmy się tu zebrać?
Juvia jedynie rzuciła mu tajemnicze spojrzenie po czym spojrzała mu za plecy.
- Hejka, przystojniaczku!
Daniel odwrócił się powoli i ujrzał przed sobą ciemnego szatyna z jasnymi oczami, ubranego na czarno ze skórzaną kurtką zarzuconą lekko na ramiona. Spojrzenie blondyna zatrzymało się dłużej na bliźnie przyjaciela na lewym policzku w kształcie litery " X ".
- No i jestem. - oznajmił Sebastian rozbawionym tonem. Najwyraźniej i jemu dopisywał dobry humor.
Daniel odwrócił w końcu spojrzenie od ust chłopaka i spojrzał ponownie na przyjaciółkę.
- Czy teraz już powiesz, po co się tu spotkaliśmy?
Kiedy wypowiedział to zdanie, nie mógł nie zauważyć, że Maxine zrobiła nieco zmieszaną minę, a kiedy próbował złapać jej spojrzenia, dziewczyna uciekała od niego wzrokiem.
Sebastian także wydawał się zaciekawiony przyczyną ich spotkania, więc przyglądał się Juvi z błyskiem zainteresowania w oczach. Białowłosa zaczerpnęła teatralnie powietrza do płuc, po czym oznajmiła głośno:
- Zimowy bal!! <3
Chłopcy patrzyli na nią z minami, które bynajmniej nie wskazywały tego, że zrozumieli nowinę. Dziewczyna westchnęła głęboko.
- Chciałabym Wam oznajmić, że za tydzień w piątek odbędzie się Zimowy Bal, na który wstęp jest oczywiście wolny.
- No i...- Sebastian dał jej do zrozumienia, aby rozwinęła historyjkę.
- No i, chłopcy, macie zaszczyt zabrać dwie super sexi dziewczyny na imprezę! Czy to nie cudowne?
- Zależy, co rozumiesz pod pojęciem słowa " cudowne"- Daniel dostał sójkę od zielonowłosej i głośno się zaśmiał.
Juvia od razu zaczęła omawiać szczegóły wszystkiego.
- Z moich obliczeń wynika, że ty, Daniel, zabierzesz naszą Max, a ja pójdę z Sebciem.- oznajmiła dumnym głosem po czym wypięła bohatersko pierś.
- Phi, jestem ciekaw z jakich obliczeń ci wyszedł taki wynik.
Podczas gdy Daniel i Juvia przekomarzali się między sobą, Maxine podeszła do szatyna i zapytała:
- A ty co o tym myślisz?
- Nie wybieram się na żaden bal.
Wszyscy spojrzeli się w stronę Sebastiana, który stał z obojętną miną, nikomu nie patrząc w oczy.
- Że co proszę?
- Dobrze słyszałaś, nie idę na żaden bal.
Juvia patrzyła się oniemiała na szatyna, po czym wybuchnęła.
- Jak to: nie idziesz na żaden bal?! Co to w ogóle za postawa! Ogarnij się, człowieku!
- To ty się ogarnij, a nie ustalasz i decydujesz, nie pytając się innych o zgodę.
- Ale Sebastian! Ty mi nie możesz tego zrobić! Musisz pójść ze mną na bal. Co ci szkodzi się przejść, co? Czy ty w ogóle wiesz, jaki to obciach, jeżeli dziewczyna przyjdzie SAMA na imprezę?!
- Nie dramatyzuj, przecież jest jeszcze Daniel.
Kiedy padło jego imię, blondyn poczuł się nieswojo i odrobinę się cofnął.
- Dramatyzuj?! Daniel przecież zabiera Max, zapomniałeś?I... co z ciebie za przyjaciel, który nie che pomóc przyjaciółce w potrzebie!?
Daniel zauważył po minie Sebastiana, że białowłosa powiedziała o jedno zdanie za dużo.
" Teraz to dopiero rozpęta się piekło...".
- W potrzebie?! Jeżeli tak bardzo chcesz iść na ten głupi bal, to znajdź sobie faceta, anie wykorzystujesz przyjaciół!
Stan Juvi momentalnie się zmienił. W oczach stanęły jej łzy i wyglądała, jakby chciała jeszcze coś powiedzieć, ale się powstrzymała i odbiegła głośno szlochając.
Zapadła głucha cisza. Daniel patrzył się na Sebastiana tak, jakby po raz pierwszy go widział. niezręczna cisz jednak nie trwała długo.
- Jak... Jak ty w ogóle mogłeś jej coś takiego powiedzieć?
Tajemniczy głos jakby wypowiedział myśli blondyna na głos. Tajemniczym głosem okazała się być Maxine, która pobiegła w ślad za przyjaciółką.
Daniel zdezorientowany rozglądał się na wszystkie strony. " Co tu się w ogóle stało...?"
- Spadam stąd.
Blondyn patrzył, jak przyjaciel odwraca się w przeciwnym kierunku niż dziewczyny.
Stał jeszcze przez chwilę na środku parkowej alejki, po czym z wahaniem ruszył w stronę, w którą skierował się szatyn.
Kiedy dotarł pod blok Sebastiana, na moment się zawahał. Doskonale wiedział, pod jakim numerem mieszka przyjaciel. Po prostu się bał. Nie wiedział, co ma powiedzieć, kiedy stanie twarzą w twarz z szatynem. i wtedy przypomniał sobie tamten moment na cmentarzu. Sebastian przyszedł wtedy do niego, podał mu pomocna dłoń i pomógł się zebrać do kupy. Daniel wiedział, że dzisiejsze zachowanie szatyna nie było normalne i miał przeczucie, że coś się za tym kryło. Blondyn wziął głęboki oddech i wszedł na klatkę schodową.
środa, 10 kwietnia 2013
Never "Happy End"
No hej! Przepraszam osoby, które czytają mojego bloga za to, że tak długo nie pisałam. Miałam wszystkie rozdziały w zeszycie, ale nie byłam pewna, czy powinnam je publikować ;)
Chciałam tylko powiedzieć, że styl się trochę zmieni, tak samo jak długość rozdziałów, ale to już sami zobaczycie. Mam także zamiar zmienić tytuł opowiadania, ale to jeszcze trzeba przemyśleć. Miłego czytania :p
Po drodze na cmentarz Sebastian rozmyślał o historii, którą opowiedziały mu dziewczyny. Okazało się, że Daniel miał kiedyś młodszą siostrę. Mówię kiedyś, ponieważ 4 lata temu dziewczynka zmarła na zapalenie płuc. Do szpitala trafiła w wieku dziewięciu lat. Podobnież choroba ta tak szybko postępowała, że lekarze nie zdążyli niczego zdziałać. Trzeba się było tylko pogodzić z jej śmiercią. Lecz Daniel nie potrafił tego zrobić. Ciągle się obwiniał o to, co się stało z małą Melanie. Co roku w rocznicę śmierci siostry, chodzi na cmentarz i nad jej grobem przeprasza ją za wszytko, co się " przez niego" stało. Podobnież do tej pory nie może sobie wybaczyć tego, że patrzył, jak choroba wyniszcza jedyną mu bliską osobę, i nie zareagował w żaden sposób. " Ale niby jak miał zareagować? Rzucić się do jej stóp i prosić o to, aby nie umierała?"
Szatyn gwałtownie zahamował przed tablicą głoszącą, że znajduje się na cmentarzu "Dark Soul" w Południowej Karolinie.Zawahał się tylko na moment, lecz od razu zbeształ się za to. W głowie ciągle miał obraz nieżywej dziewczynki i Daniela płaczącego nad jej nieruchomym ciałem. Wziął się w garść, sięgnął za oparcie fotela po czarną parasolkę, po czym wysiadł z samochodu ruszając w stronę wielkiej, żelaznej bramy.
Juvia wspominała, że grób Melanie położony jest na północnej części cmentarza, więc nie zajęło mu długo szukanie odpowiedniego miejsca. Szczególnie że przy jednym z grobów siedział nisko pochylony chłopak. Blondyn nie zauważył, że Sebastian zaszedł do niego od tyłu, więc szatyn mógł usłyszeć jego cichy płacz, wystarczająco tłumiony przez odgłos deszczu. Spojrzał na nagrobek, gdzie wypisano: " Melanie Dust, 10 listopada 2007r. Jej światło promienieje nadal".
Chłopak nie wiedział, jak oznajmić przyjacielowi swoją obecność, więc tylko nadstawił parasolkę nad głową blondyna, aby choć trochę osłonić go przed deszczem. Daniel gwałtownie poderwał głowę i odwrócił się do szatyna. Jego twarz wykrzywiał strach, ale kiedy zauważył, kto go odwiedził, strach zszedł z jego twarzy a na jego miejsce wskoczyło mocne zaszokowanie.
- S-Sebastian?- głos mu lekko zadrżał, co nie uszło uwadze jego przyjacielowi. Szatyn nie wiedział, czy to z zimna czy możne z ukrywanych emocji, zdjął z siebie swoja jesienną kurtkę i opatulił nią towarzysza. Blondyn zrobił jeszcze większe oczy.
- Przeziębisz się, jak będziesz tak stał w deszczu.- wyjaśnił krótko.
Danielowi chyba wróciła mowa, bo od razu zaczął paplać jak najęty.
- To na serio Ty. Co ty tu w ogóle robisz> Dlaczego nie ma cię teraz w szkole? Nie, czekaj, to drugie mnie nie obchodzi-po czym powtórzył jeszcze raz pierwsze pytanie- Ale co ty tu robisz?
Szatyn zawahał się na chwilę, po czym uśmiechnął się łobuzersko i oznajmił swobodnym tonem:
- A tak sobie spaceruję...
Daniel spojrzał się na kolegę z kpiną w oczach. Czy on naprawdę myślał, że kupi taką bajeczkę?
- Spacerujesz...? Po cmentarzu...? W deszczu...? W czasie, kiedy powinieneś być na lekcji w ciepłej i suchej klasie?
- Dobra, dobra Masz mnie, panie subtelny.
Nastała chwila ciszy. Blondyn wyraźnie czekał na dalsze wyjaśnienia, ale Sebastian zaczął inaczej.
- Jak się czujesz?
Spytał się nie tylko dlatego, że dzisiaj mijała rocznica młodszej siostry Daniela, ale także dlatego, ponieważ blondyn miał mocno podkrążone i zaczerwienione oczy, jakby całą noc płakał. Był bardzo blady, co odcinało się od jego fioletowych cieni pod powiekami.
Chłopak prychnął wymuszenie.
- Phi, nie udawaj, że cię to interesuje.
Sebastian patrzył, jak jego przyjaciel siada z powrotem na mocno ubłoconą już ziemię. Nie myśląc zbyt wiele przysiadł koło niego, po czym szturchnął go lekko w ramię.
- Hej, jestem tu.
- Mówiłeś, że przyszedłeś tu na spacer....
- Och, proszę cię, kto normalny chodziłby w ulewę na spacery po cmentarzu?
Daniel patrzył na uśmiechniętego szatyna, a po krótkiej chwili i na jego twarzy wykwitł delikatny półuśmiech.
- No fakt.
Siedzieli tak przez moment w ciszy, którą przerywało jedynie ciche bębnienie kropel deszczu odbijających się od parasolki. Sebastian przybrał poważny ton.
- Dziewczyny się o ciebie martwią. Mógłbyś chociaż odbierać telefon, kiedy do ciebie dzwonią.
Blondyn zrobił zaskoczoną minę.
- Hmm.... Wyłączyłem telefon z samego rana.
- Ech- westchnął ciężko szatyn.
- Wiesz, że nie możesz pozwalać im na to, aby aż tak się o ciebie martwiły.
- Wiem- odparł cicho.
Znowu nastała chwila ciszy. Sebastian nie wiedział, jak ma się podjąć tematu, który tak bardzo wisiał w powietrzu. Przecież nie mogą siedzieć tu tak do końca dnia i rozmawiać o jakichś prymitywnych sprawach jak pogoda. A może i mogą? Może taka rozmowa na luzie pomogłaby jego przyjacielowi trochę odpocząć, może nawet zrelaksować się?
- Zapewne, skoro nie przyszedłeś tu na spacer (lekko zachichotał), to wnioskuję, że dziewczyny opowiedziały ci historię mojej Melanie.
Te ostatnie dwa słowa wypowiedział tonem tak pełnym goryczy, że szatyn przez chwilę pomyślał, w jakie gówno
( za przeproszeniem) się wpakował.
- Mhm.... Daniel, ja... ech- nie potrafił się wysłowić, więc w końcu wybąkał z rezygnacją- Naprawdę mi przykro.
Blondyn delikatnie się zaśmiał, na co szatyn poczuł się lekko zażenowany.
- Nie ma sprawy.... - Sebastian odetchnął lekko z ulgą. "Czyli jednak nie zrobiłem z siebie totalnego idioty". Jednak opadła mu szczęka, kiedy Daniel dodał z pełnym nienawiści głosem- To przecież ja ją zabiłem, więc jak może być TOBIE przykro.
Przy swojej deklaracji jego głos lekko zadrżał, po czym Daniel ni stąd, ni zowąd zaczął się głośno śmiać. Jednak ten śmiech szybko przeszedł w histeryczny płacz.
Sebastian źle ocenił całą sytuację. Można było się spodziewać, że Daniel tylko udawał takiego wyluzowanego. No bo niby kto na jego miejscu byłby wyluzowany? Ale szatyna to nie obchodziło. Myślał tylko o tym, że po powrocie do domu Juvia i Max zadzwonią do niego i będą mówiły, jak bardzo są pod wrażeniem tego, jak odważnie poszedł na pomoc przyjacielowi. Ale Sebastian myślał tylko o sobie, jak taki cholerny dupek.
Patrzył się z niepokojem, jak ramiona przyjaciela podrywają się w górę z każdym szlocham. W końcu niezdarnie przysunął się do blondyna po czym przytulił go do siebie.
- To ja ją zabiłem, rozumiesz?! To przeze mnie nie żyje! To ja powinienem teraz leżeć tu, pod ziemią, a ona powinna nadal żyć....
Daniel przez cały czas się szarpał głośno szlochając, jednak Sebastian nie miał zamiaru odpuścić.
- Hej, hej nie mów tak!.... Daniel, spójrz na mnie, słyszysz?- ujął chłopaka delikatnie za podbródek aby ten wreszcie na niego spojrzał. Na chwilę przestał się szamotać.
- To, co przydarzyło się twojej siostrze, nie jest w żadnym stopniu twoją winą. W żadnym stopniu nie jesteś odpowiedzialny za jej śmierć.
Kiedy szatyn zauważył, jak Daniel otwiera usta aby zaprotestować, zaczął znowu mówić.
- Nie wiem, co takiego zrobiłeś, że się obwiniasz o to wszystko.... Ale wiem jedno. Nie zabiłeś jej. Ona była chora. nawet i bez twojej pomocy i tak by zachorowała, i tak spotkałby ją taki sam los. Nie mogłeś nic na to poradzić. A poza tym, pomyśl. Czy Melanie chciałaby widzieć cię w takim stanie? Szczerze wątpię.
Po tych słowach przycisnął do siebie mocniej blondyna. Daniel już nie protestował, tylko nieśmiało wtulił się w przyjaciela. Po kilku minutach jego drgawki ustały, i jak za sprawą magii, deszcz, który do tej pory bębnił zawzięcie o ziemię, przestał padać. Chmury rozstąpiły się ukazując słońce, które oświetliło delikatnie nagrobek jego małej Melanie.
Chłopacy w końcu się od siebie odsunęli i powoli wstali z ziemi. Oboje skierowali się w stronę wyjścia z cmentarza. Daniel odwrócił się na chwilę i spojrzał na jeszcze oświetlony grób swojej młodszej siostrzyczki, po czym lekko się uśmiechnął.
Kiedy przyjaciele wyszli na ulicę, Daniel już odwracał się w swoja stronę, ale zatrzymał go głos szatyna.
- Hej, Daniel. Jak chcesz, to mogę cię podwieźć...
Blondyn spojrzał się podejrzliwie na chłopaka.
- Myślałem, że nie znosisz mnie podwozić- powiedział zgodnie z prawdą.
- Cóż, ten jedyny raz mogę zrobić wyjątek.... I tak mam po drodze do swojego domu....
Daniel skierował kroki w stronę samochodu Sebastiana. Wsiadając, uśmiechnął się lekko, bo wszyscy wiedzieli, że Sebastian mieszka w całkowicie przeciwnym kierunku niż Daniel.
Chciałam tylko powiedzieć, że styl się trochę zmieni, tak samo jak długość rozdziałów, ale to już sami zobaczycie. Mam także zamiar zmienić tytuł opowiadania, ale to jeszcze trzeba przemyśleć. Miłego czytania :p
***************************************************************************************************
Rozdział 5
Sebastian wybiegł ze szkoły prosto na deszcz. Nie było sensu rozkładać parasolki, skoro miał z jakieś 10 metrów do parkingu. Wsiadł cały przemoczony do samochodu i odpalił silnik.Po drodze na cmentarz Sebastian rozmyślał o historii, którą opowiedziały mu dziewczyny. Okazało się, że Daniel miał kiedyś młodszą siostrę. Mówię kiedyś, ponieważ 4 lata temu dziewczynka zmarła na zapalenie płuc. Do szpitala trafiła w wieku dziewięciu lat. Podobnież choroba ta tak szybko postępowała, że lekarze nie zdążyli niczego zdziałać. Trzeba się było tylko pogodzić z jej śmiercią. Lecz Daniel nie potrafił tego zrobić. Ciągle się obwiniał o to, co się stało z małą Melanie. Co roku w rocznicę śmierci siostry, chodzi na cmentarz i nad jej grobem przeprasza ją za wszytko, co się " przez niego" stało. Podobnież do tej pory nie może sobie wybaczyć tego, że patrzył, jak choroba wyniszcza jedyną mu bliską osobę, i nie zareagował w żaden sposób. " Ale niby jak miał zareagować? Rzucić się do jej stóp i prosić o to, aby nie umierała?"
Szatyn gwałtownie zahamował przed tablicą głoszącą, że znajduje się na cmentarzu "Dark Soul" w Południowej Karolinie.Zawahał się tylko na moment, lecz od razu zbeształ się za to. W głowie ciągle miał obraz nieżywej dziewczynki i Daniela płaczącego nad jej nieruchomym ciałem. Wziął się w garść, sięgnął za oparcie fotela po czarną parasolkę, po czym wysiadł z samochodu ruszając w stronę wielkiej, żelaznej bramy.
Juvia wspominała, że grób Melanie położony jest na północnej części cmentarza, więc nie zajęło mu długo szukanie odpowiedniego miejsca. Szczególnie że przy jednym z grobów siedział nisko pochylony chłopak. Blondyn nie zauważył, że Sebastian zaszedł do niego od tyłu, więc szatyn mógł usłyszeć jego cichy płacz, wystarczająco tłumiony przez odgłos deszczu. Spojrzał na nagrobek, gdzie wypisano: " Melanie Dust, 10 listopada 2007r. Jej światło promienieje nadal".
Chłopak nie wiedział, jak oznajmić przyjacielowi swoją obecność, więc tylko nadstawił parasolkę nad głową blondyna, aby choć trochę osłonić go przed deszczem. Daniel gwałtownie poderwał głowę i odwrócił się do szatyna. Jego twarz wykrzywiał strach, ale kiedy zauważył, kto go odwiedził, strach zszedł z jego twarzy a na jego miejsce wskoczyło mocne zaszokowanie.
- S-Sebastian?- głos mu lekko zadrżał, co nie uszło uwadze jego przyjacielowi. Szatyn nie wiedział, czy to z zimna czy możne z ukrywanych emocji, zdjął z siebie swoja jesienną kurtkę i opatulił nią towarzysza. Blondyn zrobił jeszcze większe oczy.
- Przeziębisz się, jak będziesz tak stał w deszczu.- wyjaśnił krótko.
Danielowi chyba wróciła mowa, bo od razu zaczął paplać jak najęty.
- To na serio Ty. Co ty tu w ogóle robisz> Dlaczego nie ma cię teraz w szkole? Nie, czekaj, to drugie mnie nie obchodzi-po czym powtórzył jeszcze raz pierwsze pytanie- Ale co ty tu robisz?
Szatyn zawahał się na chwilę, po czym uśmiechnął się łobuzersko i oznajmił swobodnym tonem:
- A tak sobie spaceruję...
Daniel spojrzał się na kolegę z kpiną w oczach. Czy on naprawdę myślał, że kupi taką bajeczkę?
- Spacerujesz...? Po cmentarzu...? W deszczu...? W czasie, kiedy powinieneś być na lekcji w ciepłej i suchej klasie?
- Dobra, dobra Masz mnie, panie subtelny.
Nastała chwila ciszy. Blondyn wyraźnie czekał na dalsze wyjaśnienia, ale Sebastian zaczął inaczej.
- Jak się czujesz?
Spytał się nie tylko dlatego, że dzisiaj mijała rocznica młodszej siostry Daniela, ale także dlatego, ponieważ blondyn miał mocno podkrążone i zaczerwienione oczy, jakby całą noc płakał. Był bardzo blady, co odcinało się od jego fioletowych cieni pod powiekami.
Chłopak prychnął wymuszenie.
- Phi, nie udawaj, że cię to interesuje.
Sebastian patrzył, jak jego przyjaciel siada z powrotem na mocno ubłoconą już ziemię. Nie myśląc zbyt wiele przysiadł koło niego, po czym szturchnął go lekko w ramię.
- Hej, jestem tu.
- Mówiłeś, że przyszedłeś tu na spacer....
- Och, proszę cię, kto normalny chodziłby w ulewę na spacery po cmentarzu?
Daniel patrzył na uśmiechniętego szatyna, a po krótkiej chwili i na jego twarzy wykwitł delikatny półuśmiech.
- No fakt.
Siedzieli tak przez moment w ciszy, którą przerywało jedynie ciche bębnienie kropel deszczu odbijających się od parasolki. Sebastian przybrał poważny ton.
- Dziewczyny się o ciebie martwią. Mógłbyś chociaż odbierać telefon, kiedy do ciebie dzwonią.
Blondyn zrobił zaskoczoną minę.
- Hmm.... Wyłączyłem telefon z samego rana.
- Ech- westchnął ciężko szatyn.
- Wiesz, że nie możesz pozwalać im na to, aby aż tak się o ciebie martwiły.
- Wiem- odparł cicho.
Znowu nastała chwila ciszy. Sebastian nie wiedział, jak ma się podjąć tematu, który tak bardzo wisiał w powietrzu. Przecież nie mogą siedzieć tu tak do końca dnia i rozmawiać o jakichś prymitywnych sprawach jak pogoda. A może i mogą? Może taka rozmowa na luzie pomogłaby jego przyjacielowi trochę odpocząć, może nawet zrelaksować się?
- Zapewne, skoro nie przyszedłeś tu na spacer (lekko zachichotał), to wnioskuję, że dziewczyny opowiedziały ci historię mojej Melanie.
Te ostatnie dwa słowa wypowiedział tonem tak pełnym goryczy, że szatyn przez chwilę pomyślał, w jakie gówno
( za przeproszeniem) się wpakował.
- Mhm.... Daniel, ja... ech- nie potrafił się wysłowić, więc w końcu wybąkał z rezygnacją- Naprawdę mi przykro.
Blondyn delikatnie się zaśmiał, na co szatyn poczuł się lekko zażenowany.
- Nie ma sprawy.... - Sebastian odetchnął lekko z ulgą. "Czyli jednak nie zrobiłem z siebie totalnego idioty". Jednak opadła mu szczęka, kiedy Daniel dodał z pełnym nienawiści głosem- To przecież ja ją zabiłem, więc jak może być TOBIE przykro.
Przy swojej deklaracji jego głos lekko zadrżał, po czym Daniel ni stąd, ni zowąd zaczął się głośno śmiać. Jednak ten śmiech szybko przeszedł w histeryczny płacz.
Sebastian źle ocenił całą sytuację. Można było się spodziewać, że Daniel tylko udawał takiego wyluzowanego. No bo niby kto na jego miejscu byłby wyluzowany? Ale szatyna to nie obchodziło. Myślał tylko o tym, że po powrocie do domu Juvia i Max zadzwonią do niego i będą mówiły, jak bardzo są pod wrażeniem tego, jak odważnie poszedł na pomoc przyjacielowi. Ale Sebastian myślał tylko o sobie, jak taki cholerny dupek.
Patrzył się z niepokojem, jak ramiona przyjaciela podrywają się w górę z każdym szlocham. W końcu niezdarnie przysunął się do blondyna po czym przytulił go do siebie.
- To ja ją zabiłem, rozumiesz?! To przeze mnie nie żyje! To ja powinienem teraz leżeć tu, pod ziemią, a ona powinna nadal żyć....
Daniel przez cały czas się szarpał głośno szlochając, jednak Sebastian nie miał zamiaru odpuścić.
- Hej, hej nie mów tak!.... Daniel, spójrz na mnie, słyszysz?- ujął chłopaka delikatnie za podbródek aby ten wreszcie na niego spojrzał. Na chwilę przestał się szamotać.
- To, co przydarzyło się twojej siostrze, nie jest w żadnym stopniu twoją winą. W żadnym stopniu nie jesteś odpowiedzialny za jej śmierć.
Kiedy szatyn zauważył, jak Daniel otwiera usta aby zaprotestować, zaczął znowu mówić.
- Nie wiem, co takiego zrobiłeś, że się obwiniasz o to wszystko.... Ale wiem jedno. Nie zabiłeś jej. Ona była chora. nawet i bez twojej pomocy i tak by zachorowała, i tak spotkałby ją taki sam los. Nie mogłeś nic na to poradzić. A poza tym, pomyśl. Czy Melanie chciałaby widzieć cię w takim stanie? Szczerze wątpię.
Po tych słowach przycisnął do siebie mocniej blondyna. Daniel już nie protestował, tylko nieśmiało wtulił się w przyjaciela. Po kilku minutach jego drgawki ustały, i jak za sprawą magii, deszcz, który do tej pory bębnił zawzięcie o ziemię, przestał padać. Chmury rozstąpiły się ukazując słońce, które oświetliło delikatnie nagrobek jego małej Melanie.
Chłopacy w końcu się od siebie odsunęli i powoli wstali z ziemi. Oboje skierowali się w stronę wyjścia z cmentarza. Daniel odwrócił się na chwilę i spojrzał na jeszcze oświetlony grób swojej młodszej siostrzyczki, po czym lekko się uśmiechnął.
Kiedy przyjaciele wyszli na ulicę, Daniel już odwracał się w swoja stronę, ale zatrzymał go głos szatyna.
- Hej, Daniel. Jak chcesz, to mogę cię podwieźć...
Blondyn spojrzał się podejrzliwie na chłopaka.
- Myślałem, że nie znosisz mnie podwozić- powiedział zgodnie z prawdą.
- Cóż, ten jedyny raz mogę zrobić wyjątek.... I tak mam po drodze do swojego domu....
Daniel skierował kroki w stronę samochodu Sebastiana. Wsiadając, uśmiechnął się lekko, bo wszyscy wiedzieli, że Sebastian mieszka w całkowicie przeciwnym kierunku niż Daniel.
piątek, 26 października 2012
Never "Happy End"
Hej! Sorka, że po tak długim czasie pojawia się czwarty rozdział. Ale po prostu nie miałam czasu żeby wpisać kolejny. No, w końcu się zmobilizowałam, i proszę! ;)
************************************************************
Rozdział 4
Daniel:
Kolejny dzień nie był już tak pogodny jak niedzielne popołudnie. Od rana deszcz bębnił w szyby, a Daniel w ogóle nie mógł zasnąć.
Sebastian:
Sebastian wstał razem z budzikiem. Dziwnie się czuł po tej rozmowie z Danielem. Chłopak, którego Sebastian uważał za samolubnego palanta, okazał się ciepły, czuły, wyrozumiały... i tak śmiesznie wyglądał kiedy się rumienił ... O czym ja w ogóle myślę!!!- sam się skarcił. Szatyn wstał z łóżka i powędrował w stronę kuchni. Po zjedzeniu solidnego śniadania (jajka na bekonie, tosty z serem a do tego zimne mleko ;p) wszedł pod gorący prysznic. Woda cudownie ogrzewała jego zimne ciało. kiedy już się wyszykował do szkoły, na zegarze widniała 7:59.
- Cholera, znowu spóźnię się do szkoły!
Chłopak w biegu złapał plecak, parasol i klucze i wybiegł z mieszkania.
Kiedy dotarł do szkoły, były już 2 minuty po dzwonku. Wbiegł do klasy i od razu napotkał zmartwione spojrzenie Maxine. Przeprosił za spóźnienie i szybko usiadł na końcu klasy. Nauczycielka nie odpuściła sobie kąśliwej uwagi.
- Powiedz Sebastianie, jak to się dzieje, że masz samochód, a zawsze się spóźniasz?
Szatyn spojrzał w stronę pani Larkin. Nigdy jej za bardzo nie lubił. Oczywiście ona sama dawała mu ku temu powody.
Chłopak uśmiechnął się pod nosem, i kiedy nauczycielka już miała się odwracać do tablicy aby zapisać temat, rzucił od niechcenia:
- Myli się pani. Spóźniam się tylko wtedy, kiedy mam z PANIĄ pierwszą lekcję.
Cała klasa wybuchnęła gromkim śmiechem. Wszyscy jednak zamilkli, kiedy ujrzeli wyraz twarzy nauczycielki. Jej twarz wyrażała czystą furię.
- Do pedagoga!! Marsz!!
Sebastian wcale nie żałował tego, co powiedział. Z zadowoleniem, że spowodował wybuch furii u pani Larkin, wstał powoli z ławki i wyszedł z klasy.
Wizyta u pedagoga szkolnego zakończyła się dodatkowymi zajęciami, czyli inaczej mówiąc kozą. Sebastian nie przejmował się tym za bardzo.
W czasie lekcji chłopak w ogóle nie miał czasu pogadać z Max, Juvią czy Danielem. dopiero kiedy usłyszał dzwonek kończący ósmą lekcję wyszedł z klasy i ruszył korytarzem w stronę przyjaciółek. Zdziwiło go, że nie ma z nimi Daniela, więc kiedy do nich dotarł od razu się spytał:
- A gdzie jest Daniel. Zawsze się za wami wlókł. Czyżby jakaś sprzeczka?
Dziewczyny spojrzały na szatyna z powagą w oczach.
- Jejku. c macie takie grobowe miny? Wiem, że nie jest dziś ładna pogoda, ale nie musicie z takiego powodu być aż tak ponure...
Maxine odwróciła twarz w stronę okna, a Juvia głęboko westchnęła.
- Ech, wybacz. Przez cały dzień głowa mi pulsuje, nie mogę sie na niczym skupić. To chyba przez ciśnienie.
- Spoko. Może pójdziesz do pielęgniarki?
- Nie, ona mi raczej nie pomoże. Z resztą, Piguła ma dzisiaj spotkanie z dyrektorkiem, więc lepiej żebym tam nie szła.
Sebastian popatrzył ze zrozumieniem na przyjaciółkę. "Pigułą" nazywali pielęgniarkę szkolną. Z tego otóż powodu, że pani pielęgniarka lubiła dawać gigantyczne pigułki na bul brzucha, głowy i w ogóle. Wszystkim było wiadomo, że ona i "dyrektorek" nigdy się nie dogadywali. Dlatego Rada Szkolna postanowiła, że będą oni mieli spotkania tylko raz w miesiącu, aby ustalić, co jest potrzebne do pokoju pielęgniarskiego, a także ile pieniędzy potrzeba na leki w danym miesiącu. I właśnie taki dzień wypada dzisiaj. dlatego też Piguła miała dziś zapewne zły humor.
Szatyn spojrzał w stronę Max wciąż przyglądającej się deszczu.
- Hej. Co się stało?
- Nic, po prostu nie lubię takiej pogody...
- Ooookej, ale nadal nie powiedziałyście, gdzie jest Daniel- zauważył chytrze.
Po tych słowach zapadła męcząca cisza. Sebastian przyglądał się przyjaciółkom z dezorientowaniem. Co się dzisiaj z nimi dzieje...
W końcu Maxine przerwała krępującą ciszę.
- Daniel zapewne jest na cmentarzu.
Sebastian już chciał wybuchnąć śmiechem i się zapytać: A co? Jest na imprezie u umarlaków?, kiedy zobaczył minę dziewczyny. Chłopak przełknął głośno ślinę.
- Jak to? Dlaczego sądzisz, że jest na cmentarzu? Przecież deszcz leje jak z cebra już od samego rana, a on w taką -pogodę robi sobie spacerki po cmentarzach?
Próbował to wszystko obrócić w żart, rozładować trochę atmosferę, ale to tylko pogorszyło sytuację.
Juvia, która do tej pory siedziała cicho przysłuchując się wymianie zdań, teraz rzuciła ostre spojrzenie chłopakowi.
- Jak możesz robić sobie żarty z cudzego nieszczęścia??!! Za kogo ty się w ogóle uważasz??
-Juvio!! On o niczym nie wie! Nie możesz go winić za to, że zareagował tak, jak każdy inny nie znający tej historii!
Dziewczyna popatrzyła się przez chwilę na zielonowłosą z szaleństwem w oczach. Po chwili trochę ochłonęła i odwróciła się w stronę oszołomionego Sebastiana.
- Przepraszam cię. Nie powinnam była na ciebie tak naskakiwać.
- W porządku. Wszystko dobrze?- słychać było troskę w głosie szatyna.
- Tak, po prostu jestem, lekko przemęczona...
- No dobra. Ale o co chodzi z tą historią z cmentarzem? daniel na serio tam jest? I po co w ogóle?
Juvia i Maxine spojrzały po sobie, po czym Max zaczęła opowieść o młodszej siostrze Daniela.
************************************************************
Rozdział 4
Daniel:
Kolejny dzień nie był już tak pogodny jak niedzielne popołudnie. Od rana deszcz bębnił w szyby, a Daniel w ogóle nie mógł zasnąć.
Sebastian:
Sebastian wstał razem z budzikiem. Dziwnie się czuł po tej rozmowie z Danielem. Chłopak, którego Sebastian uważał za samolubnego palanta, okazał się ciepły, czuły, wyrozumiały... i tak śmiesznie wyglądał kiedy się rumienił ... O czym ja w ogóle myślę!!!- sam się skarcił. Szatyn wstał z łóżka i powędrował w stronę kuchni. Po zjedzeniu solidnego śniadania (jajka na bekonie, tosty z serem a do tego zimne mleko ;p) wszedł pod gorący prysznic. Woda cudownie ogrzewała jego zimne ciało. kiedy już się wyszykował do szkoły, na zegarze widniała 7:59.
- Cholera, znowu spóźnię się do szkoły!
Chłopak w biegu złapał plecak, parasol i klucze i wybiegł z mieszkania.
Kiedy dotarł do szkoły, były już 2 minuty po dzwonku. Wbiegł do klasy i od razu napotkał zmartwione spojrzenie Maxine. Przeprosił za spóźnienie i szybko usiadł na końcu klasy. Nauczycielka nie odpuściła sobie kąśliwej uwagi.
- Powiedz Sebastianie, jak to się dzieje, że masz samochód, a zawsze się spóźniasz?
Szatyn spojrzał w stronę pani Larkin. Nigdy jej za bardzo nie lubił. Oczywiście ona sama dawała mu ku temu powody.
Chłopak uśmiechnął się pod nosem, i kiedy nauczycielka już miała się odwracać do tablicy aby zapisać temat, rzucił od niechcenia:
- Myli się pani. Spóźniam się tylko wtedy, kiedy mam z PANIĄ pierwszą lekcję.
Cała klasa wybuchnęła gromkim śmiechem. Wszyscy jednak zamilkli, kiedy ujrzeli wyraz twarzy nauczycielki. Jej twarz wyrażała czystą furię.
- Do pedagoga!! Marsz!!
Sebastian wcale nie żałował tego, co powiedział. Z zadowoleniem, że spowodował wybuch furii u pani Larkin, wstał powoli z ławki i wyszedł z klasy.
Wizyta u pedagoga szkolnego zakończyła się dodatkowymi zajęciami, czyli inaczej mówiąc kozą. Sebastian nie przejmował się tym za bardzo.
W czasie lekcji chłopak w ogóle nie miał czasu pogadać z Max, Juvią czy Danielem. dopiero kiedy usłyszał dzwonek kończący ósmą lekcję wyszedł z klasy i ruszył korytarzem w stronę przyjaciółek. Zdziwiło go, że nie ma z nimi Daniela, więc kiedy do nich dotarł od razu się spytał:
- A gdzie jest Daniel. Zawsze się za wami wlókł. Czyżby jakaś sprzeczka?
Dziewczyny spojrzały na szatyna z powagą w oczach.
- Jejku. c macie takie grobowe miny? Wiem, że nie jest dziś ładna pogoda, ale nie musicie z takiego powodu być aż tak ponure...
Maxine odwróciła twarz w stronę okna, a Juvia głęboko westchnęła.
- Ech, wybacz. Przez cały dzień głowa mi pulsuje, nie mogę sie na niczym skupić. To chyba przez ciśnienie.
- Spoko. Może pójdziesz do pielęgniarki?
- Nie, ona mi raczej nie pomoże. Z resztą, Piguła ma dzisiaj spotkanie z dyrektorkiem, więc lepiej żebym tam nie szła.
Sebastian popatrzył ze zrozumieniem na przyjaciółkę. "Pigułą" nazywali pielęgniarkę szkolną. Z tego otóż powodu, że pani pielęgniarka lubiła dawać gigantyczne pigułki na bul brzucha, głowy i w ogóle. Wszystkim było wiadomo, że ona i "dyrektorek" nigdy się nie dogadywali. Dlatego Rada Szkolna postanowiła, że będą oni mieli spotkania tylko raz w miesiącu, aby ustalić, co jest potrzebne do pokoju pielęgniarskiego, a także ile pieniędzy potrzeba na leki w danym miesiącu. I właśnie taki dzień wypada dzisiaj. dlatego też Piguła miała dziś zapewne zły humor.
Szatyn spojrzał w stronę Max wciąż przyglądającej się deszczu.
- Hej. Co się stało?
- Nic, po prostu nie lubię takiej pogody...
- Ooookej, ale nadal nie powiedziałyście, gdzie jest Daniel- zauważył chytrze.
Po tych słowach zapadła męcząca cisza. Sebastian przyglądał się przyjaciółkom z dezorientowaniem. Co się dzisiaj z nimi dzieje...
W końcu Maxine przerwała krępującą ciszę.
- Daniel zapewne jest na cmentarzu.
Sebastian już chciał wybuchnąć śmiechem i się zapytać: A co? Jest na imprezie u umarlaków?, kiedy zobaczył minę dziewczyny. Chłopak przełknął głośno ślinę.
- Jak to? Dlaczego sądzisz, że jest na cmentarzu? Przecież deszcz leje jak z cebra już od samego rana, a on w taką -pogodę robi sobie spacerki po cmentarzach?
Próbował to wszystko obrócić w żart, rozładować trochę atmosferę, ale to tylko pogorszyło sytuację.
Juvia, która do tej pory siedziała cicho przysłuchując się wymianie zdań, teraz rzuciła ostre spojrzenie chłopakowi.
- Jak możesz robić sobie żarty z cudzego nieszczęścia??!! Za kogo ty się w ogóle uważasz??
-Juvio!! On o niczym nie wie! Nie możesz go winić za to, że zareagował tak, jak każdy inny nie znający tej historii!
Dziewczyna popatrzyła się przez chwilę na zielonowłosą z szaleństwem w oczach. Po chwili trochę ochłonęła i odwróciła się w stronę oszołomionego Sebastiana.
- Przepraszam cię. Nie powinnam była na ciebie tak naskakiwać.
- W porządku. Wszystko dobrze?- słychać było troskę w głosie szatyna.
- Tak, po prostu jestem, lekko przemęczona...
- No dobra. Ale o co chodzi z tą historią z cmentarzem? daniel na serio tam jest? I po co w ogóle?
Juvia i Maxine spojrzały po sobie, po czym Max zaczęła opowieść o młodszej siostrze Daniela.
piątek, 14 września 2012
Never "Happy End"
Hejka!! Jak może niektórzy z Was zauważyli,każdy rozdział ma inną czcionkę, i bardzo za to przepraszam;)
Po prostu ciągle zapominam jaka czcionka była w poprzednim, więc nie zwracajcie na to uwagi ^^
Rozdział 3
Daniel pomyślał, że musi mieć mocno zakłopotany wyraz twarzy, bo kiedy tylko Sebastian podniósł głowę, zapytał:
- Ech...Jak długo tu jesteś?
- E-em, no c-cóż, ja...
Blondyn nie potrafił się wysłowić więc spojrzał ze wstydem na swoje tenisówki.
- Czyli widziałeś. Pewnie narobiłem niezłego szumu.
Szatyn przy tych słowach skrzywił się lekko.
-E...Nie, ja po prostu spacerowałem tu sobie, i...no, ten, zauważyłem cię w pobliżu, i tyle.
Siedzieli tak w milczeniu, nie wiedząc co powiedzieć. W końcu Daniel przerwał męczącą ciszę.
- Czyli... to była twoja dziewczyna, tak?- zapytał chłopak.
Po chwili jednak dodał z niepewnością:
- T-to znaczy, nie chcę się wtrącać, czy coś. Jak nie chcesz o tym rozmawiać, to spoko.
Daniel patrzył w milczeniu na kolegę, aż w końcu ten przemówił.
- Nie, jest w porządku. Miała na imię Mia. Spotykaliśmy się od pierwszej liceum. Zrozum, ja naprawdę myślałem, że ją kocham- tu chłopak spojrzał na Daniela ze smutkiem w oczach- Nie chciałem jej zranić! Ale coś po prostu się zmieniło. Coś we mnie. Heh, pewnie uważasz mnie za sentymentalnego durnia. Nie chciałem jej oszukiwać, nie chciałem udawać, że wszystko jest w porządku, skoro wcale tak nie było.
Kiedy Sebastian skończył mówić, popatrzył się na niebo w głębokiej zadumie.
- Uważam, że postąpiłeś słusznie. Nie chciałeś jej skrzywdzić i to się liczy. Ale mnie też w sumie by mocno zabolało, gdyby ktoś z kim byłem od 3 lat pewnego dnia by mi powiedział, że mnie nie kocha.
Szatyn spojrzał na blondyna i pokiwał głową.
-Hmm...Chyba muszę ci przyznać rację. Powinienem ją jeszcze raz przeprosić i załagodzić trochę sprawę. Nie zrozum mnie źle. Ona jest naprawdę wspaniałą dziewczyną, i jestem pewien, że zasługuje na kogoś lepszego niż na takiego durnia jak ja.
Daniel szturchnął lekko zdołowanego chłopaka.
- Ej, teraz to się pogrążasz. Nie takiego znam Sebastiana Martina. Ten Sebastian, którego znam, nie pozwoliłby się zdołować jakimś problemem sercowym. Ten Sebastian, którego znam, jest chamski, krnąbry, ale potrafi troszczyć się o przyjaciół. I wiem też, że straaasznie go nie znoszę.
Sebastian spojrzał zdezorientowany na chłopaka, lecz po chwili na jego ustach zagościł dawny, chamski uśmieszek.
- Taak, masz rację. Przez tą awanturę zapomniałem o naszych porachunkach!
Chłopacy podnieśli się powoli z ławki i stanęli naprzeciwko siebie.
- Fajnie było tak pogadać, ale trzeba w końcu wrócić do rzeczywistości.
- Taaak, do rzeczywistości, w której się nienawidzimy i ze sobą ciągle rywalizujemy- wyrecytował Daniel.
Oboje wybuchnęli śmiechem po czym rozeszli się każde w swoją stronę.
Po prostu ciągle zapominam jaka czcionka była w poprzednim, więc nie zwracajcie na to uwagi ^^
Rozdział 3
Daniel pomyślał, że musi mieć mocno zakłopotany wyraz twarzy, bo kiedy tylko Sebastian podniósł głowę, zapytał:
- Ech...Jak długo tu jesteś?
- E-em, no c-cóż, ja...
Blondyn nie potrafił się wysłowić więc spojrzał ze wstydem na swoje tenisówki.
- Czyli widziałeś. Pewnie narobiłem niezłego szumu.
Szatyn przy tych słowach skrzywił się lekko.
-E...Nie, ja po prostu spacerowałem tu sobie, i...no, ten, zauważyłem cię w pobliżu, i tyle.
Siedzieli tak w milczeniu, nie wiedząc co powiedzieć. W końcu Daniel przerwał męczącą ciszę.
- Czyli... to była twoja dziewczyna, tak?- zapytał chłopak.
Po chwili jednak dodał z niepewnością:
- T-to znaczy, nie chcę się wtrącać, czy coś. Jak nie chcesz o tym rozmawiać, to spoko.
Daniel patrzył w milczeniu na kolegę, aż w końcu ten przemówił.
- Nie, jest w porządku. Miała na imię Mia. Spotykaliśmy się od pierwszej liceum. Zrozum, ja naprawdę myślałem, że ją kocham- tu chłopak spojrzał na Daniela ze smutkiem w oczach- Nie chciałem jej zranić! Ale coś po prostu się zmieniło. Coś we mnie. Heh, pewnie uważasz mnie za sentymentalnego durnia. Nie chciałem jej oszukiwać, nie chciałem udawać, że wszystko jest w porządku, skoro wcale tak nie było.
Kiedy Sebastian skończył mówić, popatrzył się na niebo w głębokiej zadumie.
- Uważam, że postąpiłeś słusznie. Nie chciałeś jej skrzywdzić i to się liczy. Ale mnie też w sumie by mocno zabolało, gdyby ktoś z kim byłem od 3 lat pewnego dnia by mi powiedział, że mnie nie kocha.
Szatyn spojrzał na blondyna i pokiwał głową.
-Hmm...Chyba muszę ci przyznać rację. Powinienem ją jeszcze raz przeprosić i załagodzić trochę sprawę. Nie zrozum mnie źle. Ona jest naprawdę wspaniałą dziewczyną, i jestem pewien, że zasługuje na kogoś lepszego niż na takiego durnia jak ja.
Daniel szturchnął lekko zdołowanego chłopaka.
- Ej, teraz to się pogrążasz. Nie takiego znam Sebastiana Martina. Ten Sebastian, którego znam, nie pozwoliłby się zdołować jakimś problemem sercowym. Ten Sebastian, którego znam, jest chamski, krnąbry, ale potrafi troszczyć się o przyjaciół. I wiem też, że straaasznie go nie znoszę.
Sebastian spojrzał zdezorientowany na chłopaka, lecz po chwili na jego ustach zagościł dawny, chamski uśmieszek.
- Taak, masz rację. Przez tą awanturę zapomniałem o naszych porachunkach!
Chłopacy podnieśli się powoli z ławki i stanęli naprzeciwko siebie.
- Fajnie było tak pogadać, ale trzeba w końcu wrócić do rzeczywistości.
- Taaak, do rzeczywistości, w której się nienawidzimy i ze sobą ciągle rywalizujemy- wyrecytował Daniel.
Oboje wybuchnęli śmiechem po czym rozeszli się każde w swoją stronę.
czwartek, 13 września 2012
Never "Happy End"
Hejka. Sorka, że to tak długo trwało, ale musiałam się przełamać. Ogólnie chciałam skończyć z pisaniem yaoi, ale najpierw muszę skończyć tą jedną historię <3
Rozdział 2
Daniel wstał wcześnie rano. Strasznie bolała go głowa, więc szybko się ogarnął, zjadł coś, i poszedł do apteki po tabletki przeciwbólowe. Na dworze było gorąco, ale i przyjemnie.
W drodze powrotnej skierował się w stronę parku. Kiedy tak sobie spacerował, usłyszał głos Sebastiana. Szatyn stał przy ławce z jakąś brunetką. Wyglądało na to, że o coś się sprzeczali. Blondyn nie chciał podsłuchiwać, ale ciekawość wzięła nad nim górę. Kiedy podszedł wystarczająco blisko, usłyszał skrawek słów, które wypowiedziała dziewczyna:
- A-ale dlaczego??
Brunetka miała rozpacz wypisaną na twarzy. Natomiast na twarzy chłopaka widniała niezmącona determinacja, jak i smutek.
"Niezły początek dnia..." pomyślał z ironią Daniel.
- Ja po prostu nie mam już siły tego dłużej ciągnąć!
- Ale czego?? Myślałam, że twoje uczucia są prawdziwe! Pamiętasz chwile razem spędzone?! Było tak wspaniale! Dlaczego chcesz wszystko zepsuć?!
- Mia, ty sama nie wiesz, co mówisz. Już od kilku miesięcy przestało nam się układać.
- Tak, ale to nie powód aby z NAS rezygnować. Żeby rezygnować ze wszystkich spędzonych chwil!!
- Mia, nie utrudniaj mi tego. Jesteś naprawdę świetną dziewczyną, ale zrozum, ja cie już nie kocham. Jasne, kiedyś myślałem, że to co do ciebie czuję, to prawdziwa miłość, ale teraz... sam nie wiem. Coś się zmieniło. Sam tego jeszcze do końca nie pojąłem, ale wiem, że już nie mogę z tobą być i udawać, że wszystko jest tak, jak dawniej. Nie potrafię. Przykro mi, ale to koniec.
- Przykro ci??!! Oddałam ci trzy lata mojego życia, a ty mi mówisz, że ci przykro??!! Ech, nie wierzę, że mogłam pokochać taką łajzę jak ty!!
Dziewczyna ze łzami na policzkach odwróciła się z rozmachem od szatyna i pobiegła przed siebie.
Daniel stał jak sparaliżowany. Bał się poruszyć. Właśnie zobaczył kłótnię pomiędzy Sebastianem a jego dziewczyną. "No cóż, teraz już byłą"- pomyślał blondyn.
Właśnie się odwracał w stronę wyjścia z parku, kiedy zauważył Sebastiana siedzącego na ławce z nisko spuszczoną głową.
"Udawał twardziela, ale musiało mu być ciężko to wszystko powiedzieć."
Daniel sam sobie nie uwierzył, kiedy spostrzegł, że jego nogi zaczęły prowadzić w stronę szatyna. Sebastian musiał usłyszeć, że ktoś się zbliża, ponieważ wytarł sobie policzki i uniósł głowę. W tej samej chwili zobaczył przed sobą blond chłopaka o niebieskich oczach i z zakłopotaniem na twarzy.
Rozdział 2
Daniel wstał wcześnie rano. Strasznie bolała go głowa, więc szybko się ogarnął, zjadł coś, i poszedł do apteki po tabletki przeciwbólowe. Na dworze było gorąco, ale i przyjemnie.
W drodze powrotnej skierował się w stronę parku. Kiedy tak sobie spacerował, usłyszał głos Sebastiana. Szatyn stał przy ławce z jakąś brunetką. Wyglądało na to, że o coś się sprzeczali. Blondyn nie chciał podsłuchiwać, ale ciekawość wzięła nad nim górę. Kiedy podszedł wystarczająco blisko, usłyszał skrawek słów, które wypowiedziała dziewczyna:
- A-ale dlaczego??
Brunetka miała rozpacz wypisaną na twarzy. Natomiast na twarzy chłopaka widniała niezmącona determinacja, jak i smutek.
"Niezły początek dnia..." pomyślał z ironią Daniel.
- Ja po prostu nie mam już siły tego dłużej ciągnąć!
- Ale czego?? Myślałam, że twoje uczucia są prawdziwe! Pamiętasz chwile razem spędzone?! Było tak wspaniale! Dlaczego chcesz wszystko zepsuć?!
- Mia, ty sama nie wiesz, co mówisz. Już od kilku miesięcy przestało nam się układać.
- Tak, ale to nie powód aby z NAS rezygnować. Żeby rezygnować ze wszystkich spędzonych chwil!!
- Mia, nie utrudniaj mi tego. Jesteś naprawdę świetną dziewczyną, ale zrozum, ja cie już nie kocham. Jasne, kiedyś myślałem, że to co do ciebie czuję, to prawdziwa miłość, ale teraz... sam nie wiem. Coś się zmieniło. Sam tego jeszcze do końca nie pojąłem, ale wiem, że już nie mogę z tobą być i udawać, że wszystko jest tak, jak dawniej. Nie potrafię. Przykro mi, ale to koniec.
- Przykro ci??!! Oddałam ci trzy lata mojego życia, a ty mi mówisz, że ci przykro??!! Ech, nie wierzę, że mogłam pokochać taką łajzę jak ty!!
Dziewczyna ze łzami na policzkach odwróciła się z rozmachem od szatyna i pobiegła przed siebie.
Daniel stał jak sparaliżowany. Bał się poruszyć. Właśnie zobaczył kłótnię pomiędzy Sebastianem a jego dziewczyną. "No cóż, teraz już byłą"- pomyślał blondyn.
Właśnie się odwracał w stronę wyjścia z parku, kiedy zauważył Sebastiana siedzącego na ławce z nisko spuszczoną głową.
"Udawał twardziela, ale musiało mu być ciężko to wszystko powiedzieć."
Daniel sam sobie nie uwierzył, kiedy spostrzegł, że jego nogi zaczęły prowadzić w stronę szatyna. Sebastian musiał usłyszeć, że ktoś się zbliża, ponieważ wytarł sobie policzki i uniósł głowę. W tej samej chwili zobaczył przed sobą blond chłopaka o niebieskich oczach i z zakłopotaniem na twarzy.
piątek, 15 czerwca 2012
Never "Happy End"
Hejka! To moje pierwsze opowiadanie, więc przepraszam za ewentualne błędy :)
**********************************************************************
Rozdział 1
Daniel słysząc głośne basy gitary podniósł się leniwie z łóżka.
- No ludzie! Dajcie mi pospać chociaż w sobotę!
Rozzłoszczony ruszył w kierunku łazienki, aby zażyć poranna kąpiel. Przechodząc obok lustra, zatrzymał się przed nim.
Daniel był przystojnym blondynem o jasnych oczach. Czuprynę zawsze miał roztrzepaną na wszystkie strony. Był trochę ciamajdowaty, co tylko dodawało mu uroku. Wiedział, że wiele dziewczyn marzy, aby spędzić choć chwilę w jego towarzystwie, lecz mało z nich miało taką sposobność. Bowiem Daniel nie rozmawiał z żadną dziewczyną, oprócz swoich dwóch najlepszych przyjaciółek, Juvii oraz Maxine. Znał je od dziecka, traktowali się jak rodzeństwo.
Chłopak wszedł pod prysznic i poddał się działaniu orzeźwiającej, chłodnej wodzie.
Blondyn wyszedł z łazienki z ręcznikiem owiniętym wokół bioder, po czym skierował się w stronę szafy. Po długim namyśle wybrał białą koszulkę na krótki rękawek i jasne spodnie. Kiedy już się ubrał, postanowił wyjść na spacer do pobliskiego parku.
- Ech, jaka piękna pogoda- westchnął chłopak przechadzając się parkowymi alejkami.
Właśnie była jesień, jego ulubiona pora roku. Obserwował, jak brązowe liście powoli opadają na ziemię, jakby w jakimś tańcu. Uwielbiał to świeże, jesienne powietrze. W takich właśnie chwilach Daniel potrafił się prawdziwe zrelaksować. Bez żadnej głośnej muzyki, wrzasków durnych nastolatków, czuł się naprawdę świetnie.
Blondyn spędził w parku cały dzień. Do domu wrócił dopiero późnym wieczorem. Już miał usiąść do kolacji, gdy zadzwonił jego telefon. Z niechęcią wstał od stołu, podszedł do biurka i wziął telefon do ręki.
- Juvia?... Co jest?- spytał, kiedy zobaczył numer przyjaciółki na wyświetlaczu
- Cześć Daniel. To ja, Maxine. Mógłbyś przyjechać do mnie?
- Eee... Właśnie miałem usiąść do kolacji. Zaraz. Dlaczego dzwonisz z telefonu Juvii?
- Ech, nie mam teraz czasu wyjaśniać. Po prostu przyjeżdżaj tu szybko! Wyjaśnię ci wszystko jak dotrzesz.
Po tych słowach dziewczyna rozłączyła się. Daniel złapał w biegu klucze od domu oraz czarną skórzaną kurtkę i wybiegł z mieszkania.
Do domu Maxine dojechał w 15 minut. Gdy wbiegł do mieszkania przyjaciółki, zrozumiał, że sprawa jest poważna. Bowiem jego oczom ukazał się salon wypełniony ludźmi po brzegi, a na środku salonu, na stole, stałą Juvia.
Juvia miała rozpuszczone, długie do kolan białe włosy. Jej oczy miały odcień błękitu nieba. Ubrana była w krótką, czarną sukienkę, mocno opinającą się na biodrach. Białowłosa bujała się w rytm muzyki sączącej się z głośników.
Chłopak zaczął się gorączkowo przepychać przez tłum ludzi, aby jak najszybciej dotrzeć do przyjaciółki, kiedy usłyszał znajomy głos.
- Juvio, proszę cię! Zejdź natychmiast na ziemię!- powiedziała błagalnym głosem Maxine.
- Jeszcze czego! Ja się tylko bawię! Przecież to nic złego.
W tym momencie chłopak dotarł do dziewcząt. Zdyszany oparł dłonie na kolanach aby nabrać oddechu.
- Juvio, zejdź ze stołu- powiedział, kiedy już ochłonął. Odezwał się opanowanym głosem, ponieważ zauważył, iż jego przyjaciółka jest po prostu pijana. Po wypiciu alkoholu Juvia zaczynała się zachowywać jak nie ona, ale to każdy wiedział.
Tymczasem obie dziewczyny obejrzały się na chłopaka zaskoczone.
Pierwsza odezwała się Juvia.
- Danio!!!!! Wskakuj do mnie na stół!!
- Powiedziałem, żebyś zeszła natychmiast na ziemię.
- Nie mam zamiaru- odparła niewzruszona
Daniel z rozdrażnieniem wskoczył na stół, po czym porwał dziewczynę na ręce.
Schodząc ze stołu usłyszał westchnienie ulgi.
- Tak się cieszę, że przyszedłeś. Przepraszam za kłopot.
Maxine zarumieniła się lekko, po czym odwróciła wzrok.
Maxine była kruchą dziewczyną, zazwyczaj nieśmiałą. Miała dłubie do bioder zielone włosy oraz zielone oczy. Była dosyć niska. Jedyne, co było w niej rozrywkowe to to, że uwielbiała robić imprezy. Wiadome też było to, że dziewczyna zakochała się w Danielu. Blondyn już dawno z nią o tym rozmawiał. Mówił, że kocha ją, ale jak siostrę i nie chce tego psuć. Widać było, że zielonowłosa cierpiała za każdym razem, gdy tylko patrzyła na przyjaciela, ponieważ dobrze wiedziała, że on nie odwzajemnia jej uczuć.
-Nie ma sprawy. Cieszę się, że zadzwoniłaś- chłopak uśmiechnął się do niej ciepło, na co ona jeszzcze bardziej się zarumieniła.
- Daniel, w innych warunkach bardzo bym była zadowolona z tego, że tak mnie obejmujesz, ale w tej chwili chcę, abyś mnie odstawił na stół- powiedziała już mocno przymulona Juvia.
- Ciebie to trzeba do domu zanieść.
Trójka przyjaciół odwróciła się. Przed nimi stał ciemnowłosy chłopak. Ubrany był cały na czarno, co dodawało mu tajemniczości. Był wysoki, dobrze zbudowany (co było widać bo miał obcisłą koszulkę ;p) i przystojny. Na jego ustach rozciągał się leniwy uśmieszek, kiedy podchodził do grupki.
- Sebcio!!!!- krzyknęła uradowana Juvia
- A ty czego tu chcesz? Nikt cie nie zapraszał.
Chłopacy zaczęli mierzyć się nienawistnymi spojrzeniami.
- Hej, no już, spokój- tym razem inicjatywę przejęła Maxine- Wiem co się święci, ale nie mamy na to czasu. Wasze sprzeczki mogą poczekać.
Chłopcy patrzyli na przyjaciółkę oniemiali. Pierwszy ze zdezorientowania wybudził się Daniel.
- M-Max... Co ty...
- Wybacz Danielu, ale mówiłam, że nie mamy teraz na to czasu. Ktoś musi zanieść Juvię do domu.
Jest jakiś chętny?
- Ja to zrobię!- powiedzieli obaj w tym samym czasie.
- Wiesz, trochę się spóźniłeś, więc to ja powinienem zaprowadzić Juvię - rzekł Daniel z jadem w głosie
- Phi... żartujesz sobie? Może i się spóźniłem, ale to ja mam samochód, jakbyś nie zauważył.
- Dosyć!! Pójdziemy na kompromis - powiedziała białowłosa ze stanowczością w głosie- Obaj odprowadzicie Juvię do domu, i tyle.
- A-ale...
- Żadnych ALE! Idźcie już.
Chłopacy patrzyli z opuszczoną koparą na Maxine oddalającą się w stronę kuchni.
" Co się z nią dzieje. Nigdy nie słyszałem u niej takiej stanowczości..."
Daniel rozmyślał, podczas gdy Sebastian prowadził samochód.
Pięć minut później chłopcy wspinali się po schodach do mieszkania dziewczyny. Kiedy już się tam dostali, Daniel delikatnie położył Juvię w łóżku, po czym sięgnął po telefon dziewczyny.
- Co ty robisz?!- spytał ze wzburzeniem Sebastian
- Przymknij się! Dzwonie do jej siostry powiedzieć, aby rano przyszłą i się nią zajęła.
- Równie dobrze ja mogę to zrobić.
- Ale nie zrobisz, bo ja mam telefon.
Po tych słowach szatyn podszedł do blondyna z zamiarem wyrwania temu telefonu. Chłopcy zaczęli się mocno szarpać, kiedy nagle telefon wyśliznął im się z rąk. Pod wpływem zaskoczenia Daniel upadł na Sebastiana. Chłopcy oszołomieni leżeli tak przez minuty.
" C-co jest? Dlaczego tak dziwnie się czuje?" zastanawiał się Daniel.
Z oszołomienia pierwszy wyrwał się Sebastian.
- Złaź ze mnie! Ciężki jesteś!
Słychać było drżenie w głosie chłopaka.
- A, t-tak.
Kiedy wychodzili z mieszkania przyjaciółki, Danielowi coś się przypomniało.
-Yyy, Sebastian?- powiedział blondyn z wahaniem w głosie.
- Czego?
- Podwieziesz mnie? Przyjechałem autobusem, ale raczej o tej porze nic już nie jeździ, więc...
-Ech, same z tobą problemy.
Podczas jazdy, Daniel rzucał ukradkowe spojrzenia w stronę Sebastiana. Kiedy już dojechali, blondyn wysiadł, lecz jeszcze nie zamykając drzwiczek, powiedział:
- Dzięki za podwózkę.
Sebastian ruszył, gdy tylko chłopak zatrzasnął drzwiczki od samochodu.
**********************************************************************
Rozdział 1
Daniel słysząc głośne basy gitary podniósł się leniwie z łóżka.
- No ludzie! Dajcie mi pospać chociaż w sobotę!
Rozzłoszczony ruszył w kierunku łazienki, aby zażyć poranna kąpiel. Przechodząc obok lustra, zatrzymał się przed nim.
Daniel był przystojnym blondynem o jasnych oczach. Czuprynę zawsze miał roztrzepaną na wszystkie strony. Był trochę ciamajdowaty, co tylko dodawało mu uroku. Wiedział, że wiele dziewczyn marzy, aby spędzić choć chwilę w jego towarzystwie, lecz mało z nich miało taką sposobność. Bowiem Daniel nie rozmawiał z żadną dziewczyną, oprócz swoich dwóch najlepszych przyjaciółek, Juvii oraz Maxine. Znał je od dziecka, traktowali się jak rodzeństwo.
Chłopak wszedł pod prysznic i poddał się działaniu orzeźwiającej, chłodnej wodzie.
Blondyn wyszedł z łazienki z ręcznikiem owiniętym wokół bioder, po czym skierował się w stronę szafy. Po długim namyśle wybrał białą koszulkę na krótki rękawek i jasne spodnie. Kiedy już się ubrał, postanowił wyjść na spacer do pobliskiego parku.
- Ech, jaka piękna pogoda- westchnął chłopak przechadzając się parkowymi alejkami.
Właśnie była jesień, jego ulubiona pora roku. Obserwował, jak brązowe liście powoli opadają na ziemię, jakby w jakimś tańcu. Uwielbiał to świeże, jesienne powietrze. W takich właśnie chwilach Daniel potrafił się prawdziwe zrelaksować. Bez żadnej głośnej muzyki, wrzasków durnych nastolatków, czuł się naprawdę świetnie.
Blondyn spędził w parku cały dzień. Do domu wrócił dopiero późnym wieczorem. Już miał usiąść do kolacji, gdy zadzwonił jego telefon. Z niechęcią wstał od stołu, podszedł do biurka i wziął telefon do ręki.
- Juvia?... Co jest?- spytał, kiedy zobaczył numer przyjaciółki na wyświetlaczu
- Cześć Daniel. To ja, Maxine. Mógłbyś przyjechać do mnie?
- Eee... Właśnie miałem usiąść do kolacji. Zaraz. Dlaczego dzwonisz z telefonu Juvii?
- Ech, nie mam teraz czasu wyjaśniać. Po prostu przyjeżdżaj tu szybko! Wyjaśnię ci wszystko jak dotrzesz.
Po tych słowach dziewczyna rozłączyła się. Daniel złapał w biegu klucze od domu oraz czarną skórzaną kurtkę i wybiegł z mieszkania.
Do domu Maxine dojechał w 15 minut. Gdy wbiegł do mieszkania przyjaciółki, zrozumiał, że sprawa jest poważna. Bowiem jego oczom ukazał się salon wypełniony ludźmi po brzegi, a na środku salonu, na stole, stałą Juvia.
Juvia miała rozpuszczone, długie do kolan białe włosy. Jej oczy miały odcień błękitu nieba. Ubrana była w krótką, czarną sukienkę, mocno opinającą się na biodrach. Białowłosa bujała się w rytm muzyki sączącej się z głośników.
Chłopak zaczął się gorączkowo przepychać przez tłum ludzi, aby jak najszybciej dotrzeć do przyjaciółki, kiedy usłyszał znajomy głos.
- Juvio, proszę cię! Zejdź natychmiast na ziemię!- powiedziała błagalnym głosem Maxine.
- Jeszcze czego! Ja się tylko bawię! Przecież to nic złego.
W tym momencie chłopak dotarł do dziewcząt. Zdyszany oparł dłonie na kolanach aby nabrać oddechu.
- Juvio, zejdź ze stołu- powiedział, kiedy już ochłonął. Odezwał się opanowanym głosem, ponieważ zauważył, iż jego przyjaciółka jest po prostu pijana. Po wypiciu alkoholu Juvia zaczynała się zachowywać jak nie ona, ale to każdy wiedział.
Tymczasem obie dziewczyny obejrzały się na chłopaka zaskoczone.
Pierwsza odezwała się Juvia.
- Danio!!!!! Wskakuj do mnie na stół!!
- Powiedziałem, żebyś zeszła natychmiast na ziemię.
- Nie mam zamiaru- odparła niewzruszona
Daniel z rozdrażnieniem wskoczył na stół, po czym porwał dziewczynę na ręce.
Schodząc ze stołu usłyszał westchnienie ulgi.
- Tak się cieszę, że przyszedłeś. Przepraszam za kłopot.
Maxine zarumieniła się lekko, po czym odwróciła wzrok.
Maxine była kruchą dziewczyną, zazwyczaj nieśmiałą. Miała dłubie do bioder zielone włosy oraz zielone oczy. Była dosyć niska. Jedyne, co było w niej rozrywkowe to to, że uwielbiała robić imprezy. Wiadome też było to, że dziewczyna zakochała się w Danielu. Blondyn już dawno z nią o tym rozmawiał. Mówił, że kocha ją, ale jak siostrę i nie chce tego psuć. Widać było, że zielonowłosa cierpiała za każdym razem, gdy tylko patrzyła na przyjaciela, ponieważ dobrze wiedziała, że on nie odwzajemnia jej uczuć.
-Nie ma sprawy. Cieszę się, że zadzwoniłaś- chłopak uśmiechnął się do niej ciepło, na co ona jeszzcze bardziej się zarumieniła.
- Daniel, w innych warunkach bardzo bym była zadowolona z tego, że tak mnie obejmujesz, ale w tej chwili chcę, abyś mnie odstawił na stół- powiedziała już mocno przymulona Juvia.
- Ciebie to trzeba do domu zanieść.
Trójka przyjaciół odwróciła się. Przed nimi stał ciemnowłosy chłopak. Ubrany był cały na czarno, co dodawało mu tajemniczości. Był wysoki, dobrze zbudowany (co było widać bo miał obcisłą koszulkę ;p) i przystojny. Na jego ustach rozciągał się leniwy uśmieszek, kiedy podchodził do grupki.
- Sebcio!!!!- krzyknęła uradowana Juvia
- A ty czego tu chcesz? Nikt cie nie zapraszał.
Chłopacy zaczęli mierzyć się nienawistnymi spojrzeniami.
- Hej, no już, spokój- tym razem inicjatywę przejęła Maxine- Wiem co się święci, ale nie mamy na to czasu. Wasze sprzeczki mogą poczekać.
Chłopcy patrzyli na przyjaciółkę oniemiali. Pierwszy ze zdezorientowania wybudził się Daniel.
- M-Max... Co ty...
- Wybacz Danielu, ale mówiłam, że nie mamy teraz na to czasu. Ktoś musi zanieść Juvię do domu.
Jest jakiś chętny?
- Ja to zrobię!- powiedzieli obaj w tym samym czasie.
- Wiesz, trochę się spóźniłeś, więc to ja powinienem zaprowadzić Juvię - rzekł Daniel z jadem w głosie
- Phi... żartujesz sobie? Może i się spóźniłem, ale to ja mam samochód, jakbyś nie zauważył.
- Dosyć!! Pójdziemy na kompromis - powiedziała białowłosa ze stanowczością w głosie- Obaj odprowadzicie Juvię do domu, i tyle.
- A-ale...
- Żadnych ALE! Idźcie już.
Chłopacy patrzyli z opuszczoną koparą na Maxine oddalającą się w stronę kuchni.
" Co się z nią dzieje. Nigdy nie słyszałem u niej takiej stanowczości..."
Daniel rozmyślał, podczas gdy Sebastian prowadził samochód.
Pięć minut później chłopcy wspinali się po schodach do mieszkania dziewczyny. Kiedy już się tam dostali, Daniel delikatnie położył Juvię w łóżku, po czym sięgnął po telefon dziewczyny.
- Co ty robisz?!- spytał ze wzburzeniem Sebastian
- Przymknij się! Dzwonie do jej siostry powiedzieć, aby rano przyszłą i się nią zajęła.
- Równie dobrze ja mogę to zrobić.
- Ale nie zrobisz, bo ja mam telefon.
Po tych słowach szatyn podszedł do blondyna z zamiarem wyrwania temu telefonu. Chłopcy zaczęli się mocno szarpać, kiedy nagle telefon wyśliznął im się z rąk. Pod wpływem zaskoczenia Daniel upadł na Sebastiana. Chłopcy oszołomieni leżeli tak przez minuty.
" C-co jest? Dlaczego tak dziwnie się czuje?" zastanawiał się Daniel.
Z oszołomienia pierwszy wyrwał się Sebastian.
- Złaź ze mnie! Ciężki jesteś!
Słychać było drżenie w głosie chłopaka.
- A, t-tak.
Kiedy wychodzili z mieszkania przyjaciółki, Danielowi coś się przypomniało.
-Yyy, Sebastian?- powiedział blondyn z wahaniem w głosie.
- Czego?
- Podwieziesz mnie? Przyjechałem autobusem, ale raczej o tej porze nic już nie jeździ, więc...
-Ech, same z tobą problemy.
Podczas jazdy, Daniel rzucał ukradkowe spojrzenia w stronę Sebastiana. Kiedy już dojechali, blondyn wysiadł, lecz jeszcze nie zamykając drzwiczek, powiedział:
- Dzięki za podwózkę.
Sebastian ruszył, gdy tylko chłopak zatrzasnął drzwiczki od samochodu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)