Chciałam tylko powiedzieć, że styl się trochę zmieni, tak samo jak długość rozdziałów, ale to już sami zobaczycie. Mam także zamiar zmienić tytuł opowiadania, ale to jeszcze trzeba przemyśleć. Miłego czytania :p
***************************************************************************************************
Rozdział 5
Sebastian wybiegł ze szkoły prosto na deszcz. Nie było sensu rozkładać parasolki, skoro miał z jakieś 10 metrów do parkingu. Wsiadł cały przemoczony do samochodu i odpalił silnik.Po drodze na cmentarz Sebastian rozmyślał o historii, którą opowiedziały mu dziewczyny. Okazało się, że Daniel miał kiedyś młodszą siostrę. Mówię kiedyś, ponieważ 4 lata temu dziewczynka zmarła na zapalenie płuc. Do szpitala trafiła w wieku dziewięciu lat. Podobnież choroba ta tak szybko postępowała, że lekarze nie zdążyli niczego zdziałać. Trzeba się było tylko pogodzić z jej śmiercią. Lecz Daniel nie potrafił tego zrobić. Ciągle się obwiniał o to, co się stało z małą Melanie. Co roku w rocznicę śmierci siostry, chodzi na cmentarz i nad jej grobem przeprasza ją za wszytko, co się " przez niego" stało. Podobnież do tej pory nie może sobie wybaczyć tego, że patrzył, jak choroba wyniszcza jedyną mu bliską osobę, i nie zareagował w żaden sposób. " Ale niby jak miał zareagować? Rzucić się do jej stóp i prosić o to, aby nie umierała?"
Szatyn gwałtownie zahamował przed tablicą głoszącą, że znajduje się na cmentarzu "Dark Soul" w Południowej Karolinie.Zawahał się tylko na moment, lecz od razu zbeształ się za to. W głowie ciągle miał obraz nieżywej dziewczynki i Daniela płaczącego nad jej nieruchomym ciałem. Wziął się w garść, sięgnął za oparcie fotela po czarną parasolkę, po czym wysiadł z samochodu ruszając w stronę wielkiej, żelaznej bramy.
Juvia wspominała, że grób Melanie położony jest na północnej części cmentarza, więc nie zajęło mu długo szukanie odpowiedniego miejsca. Szczególnie że przy jednym z grobów siedział nisko pochylony chłopak. Blondyn nie zauważył, że Sebastian zaszedł do niego od tyłu, więc szatyn mógł usłyszeć jego cichy płacz, wystarczająco tłumiony przez odgłos deszczu. Spojrzał na nagrobek, gdzie wypisano: " Melanie Dust, 10 listopada 2007r. Jej światło promienieje nadal".
Chłopak nie wiedział, jak oznajmić przyjacielowi swoją obecność, więc tylko nadstawił parasolkę nad głową blondyna, aby choć trochę osłonić go przed deszczem. Daniel gwałtownie poderwał głowę i odwrócił się do szatyna. Jego twarz wykrzywiał strach, ale kiedy zauważył, kto go odwiedził, strach zszedł z jego twarzy a na jego miejsce wskoczyło mocne zaszokowanie.
- S-Sebastian?- głos mu lekko zadrżał, co nie uszło uwadze jego przyjacielowi. Szatyn nie wiedział, czy to z zimna czy możne z ukrywanych emocji, zdjął z siebie swoja jesienną kurtkę i opatulił nią towarzysza. Blondyn zrobił jeszcze większe oczy.
- Przeziębisz się, jak będziesz tak stał w deszczu.- wyjaśnił krótko.
Danielowi chyba wróciła mowa, bo od razu zaczął paplać jak najęty.
- To na serio Ty. Co ty tu w ogóle robisz> Dlaczego nie ma cię teraz w szkole? Nie, czekaj, to drugie mnie nie obchodzi-po czym powtórzył jeszcze raz pierwsze pytanie- Ale co ty tu robisz?
Szatyn zawahał się na chwilę, po czym uśmiechnął się łobuzersko i oznajmił swobodnym tonem:
- A tak sobie spaceruję...
Daniel spojrzał się na kolegę z kpiną w oczach. Czy on naprawdę myślał, że kupi taką bajeczkę?
- Spacerujesz...? Po cmentarzu...? W deszczu...? W czasie, kiedy powinieneś być na lekcji w ciepłej i suchej klasie?
- Dobra, dobra Masz mnie, panie subtelny.
Nastała chwila ciszy. Blondyn wyraźnie czekał na dalsze wyjaśnienia, ale Sebastian zaczął inaczej.
- Jak się czujesz?
Spytał się nie tylko dlatego, że dzisiaj mijała rocznica młodszej siostry Daniela, ale także dlatego, ponieważ blondyn miał mocno podkrążone i zaczerwienione oczy, jakby całą noc płakał. Był bardzo blady, co odcinało się od jego fioletowych cieni pod powiekami.
Chłopak prychnął wymuszenie.
- Phi, nie udawaj, że cię to interesuje.
Sebastian patrzył, jak jego przyjaciel siada z powrotem na mocno ubłoconą już ziemię. Nie myśląc zbyt wiele przysiadł koło niego, po czym szturchnął go lekko w ramię.
- Hej, jestem tu.
- Mówiłeś, że przyszedłeś tu na spacer....
- Och, proszę cię, kto normalny chodziłby w ulewę na spacery po cmentarzu?
Daniel patrzył na uśmiechniętego szatyna, a po krótkiej chwili i na jego twarzy wykwitł delikatny półuśmiech.
- No fakt.
Siedzieli tak przez moment w ciszy, którą przerywało jedynie ciche bębnienie kropel deszczu odbijających się od parasolki. Sebastian przybrał poważny ton.
- Dziewczyny się o ciebie martwią. Mógłbyś chociaż odbierać telefon, kiedy do ciebie dzwonią.
Blondyn zrobił zaskoczoną minę.
- Hmm.... Wyłączyłem telefon z samego rana.
- Ech- westchnął ciężko szatyn.
- Wiesz, że nie możesz pozwalać im na to, aby aż tak się o ciebie martwiły.
- Wiem- odparł cicho.
Znowu nastała chwila ciszy. Sebastian nie wiedział, jak ma się podjąć tematu, który tak bardzo wisiał w powietrzu. Przecież nie mogą siedzieć tu tak do końca dnia i rozmawiać o jakichś prymitywnych sprawach jak pogoda. A może i mogą? Może taka rozmowa na luzie pomogłaby jego przyjacielowi trochę odpocząć, może nawet zrelaksować się?
- Zapewne, skoro nie przyszedłeś tu na spacer (lekko zachichotał), to wnioskuję, że dziewczyny opowiedziały ci historię mojej Melanie.
Te ostatnie dwa słowa wypowiedział tonem tak pełnym goryczy, że szatyn przez chwilę pomyślał, w jakie gówno
( za przeproszeniem) się wpakował.
- Mhm.... Daniel, ja... ech- nie potrafił się wysłowić, więc w końcu wybąkał z rezygnacją- Naprawdę mi przykro.
Blondyn delikatnie się zaśmiał, na co szatyn poczuł się lekko zażenowany.
- Nie ma sprawy.... - Sebastian odetchnął lekko z ulgą. "Czyli jednak nie zrobiłem z siebie totalnego idioty". Jednak opadła mu szczęka, kiedy Daniel dodał z pełnym nienawiści głosem- To przecież ja ją zabiłem, więc jak może być TOBIE przykro.
Przy swojej deklaracji jego głos lekko zadrżał, po czym Daniel ni stąd, ni zowąd zaczął się głośno śmiać. Jednak ten śmiech szybko przeszedł w histeryczny płacz.
Sebastian źle ocenił całą sytuację. Można było się spodziewać, że Daniel tylko udawał takiego wyluzowanego. No bo niby kto na jego miejscu byłby wyluzowany? Ale szatyna to nie obchodziło. Myślał tylko o tym, że po powrocie do domu Juvia i Max zadzwonią do niego i będą mówiły, jak bardzo są pod wrażeniem tego, jak odważnie poszedł na pomoc przyjacielowi. Ale Sebastian myślał tylko o sobie, jak taki cholerny dupek.
Patrzył się z niepokojem, jak ramiona przyjaciela podrywają się w górę z każdym szlocham. W końcu niezdarnie przysunął się do blondyna po czym przytulił go do siebie.
- To ja ją zabiłem, rozumiesz?! To przeze mnie nie żyje! To ja powinienem teraz leżeć tu, pod ziemią, a ona powinna nadal żyć....
Daniel przez cały czas się szarpał głośno szlochając, jednak Sebastian nie miał zamiaru odpuścić.
- Hej, hej nie mów tak!.... Daniel, spójrz na mnie, słyszysz?- ujął chłopaka delikatnie za podbródek aby ten wreszcie na niego spojrzał. Na chwilę przestał się szamotać.
- To, co przydarzyło się twojej siostrze, nie jest w żadnym stopniu twoją winą. W żadnym stopniu nie jesteś odpowiedzialny za jej śmierć.
Kiedy szatyn zauważył, jak Daniel otwiera usta aby zaprotestować, zaczął znowu mówić.
- Nie wiem, co takiego zrobiłeś, że się obwiniasz o to wszystko.... Ale wiem jedno. Nie zabiłeś jej. Ona była chora. nawet i bez twojej pomocy i tak by zachorowała, i tak spotkałby ją taki sam los. Nie mogłeś nic na to poradzić. A poza tym, pomyśl. Czy Melanie chciałaby widzieć cię w takim stanie? Szczerze wątpię.
Po tych słowach przycisnął do siebie mocniej blondyna. Daniel już nie protestował, tylko nieśmiało wtulił się w przyjaciela. Po kilku minutach jego drgawki ustały, i jak za sprawą magii, deszcz, który do tej pory bębnił zawzięcie o ziemię, przestał padać. Chmury rozstąpiły się ukazując słońce, które oświetliło delikatnie nagrobek jego małej Melanie.
Chłopacy w końcu się od siebie odsunęli i powoli wstali z ziemi. Oboje skierowali się w stronę wyjścia z cmentarza. Daniel odwrócił się na chwilę i spojrzał na jeszcze oświetlony grób swojej młodszej siostrzyczki, po czym lekko się uśmiechnął.
Kiedy przyjaciele wyszli na ulicę, Daniel już odwracał się w swoja stronę, ale zatrzymał go głos szatyna.
- Hej, Daniel. Jak chcesz, to mogę cię podwieźć...
Blondyn spojrzał się podejrzliwie na chłopaka.
- Myślałem, że nie znosisz mnie podwozić- powiedział zgodnie z prawdą.
- Cóż, ten jedyny raz mogę zrobić wyjątek.... I tak mam po drodze do swojego domu....
Daniel skierował kroki w stronę samochodu Sebastiana. Wsiadając, uśmiechnął się lekko, bo wszyscy wiedzieli, że Sebastian mieszka w całkowicie przeciwnym kierunku niż Daniel.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz